Fałszerstwa dzieł malarskich

Fałszerstwa dzieł malarskich część I.

Wpis ten rozpoczyna serię tekstów, pochodzących z mojej pracy seminaryjnej, którą napisałem na studiach.

Wielowiekowa historia fałszerstw dzieł sztuki i wyrobów rękodzieła artystycznego jest równie istotnym, co interesującym zjawiskiem w dziejach kultury. Ta dziwna dziedzina jest na ogół dobrze znana konserwatorom i rzeczoznawcom, mniej zaś szerokim kręgom odbiorców, bowiem wiadomości o niej docierają wyłącznie poprzez sensacyjne opisy prasowe albo głośne procesy sądowe, kiedy na przykład znane dzieło sztuki zdobiące którąś ze znakomitych galerii zostaje – nieraz dzięki przypadkowi – zidentyfikowane jako falsyfikat. Oprócz fałszerstw dokonywanych przez utalentowanych lub wręcz genialnych fałszerzy możemy mieć do czynienia z potokową niemal produkcją falsyfikatów przeznaczoną dla turystów i innych naiwnych osób, nie mających pojęcia o sztuce. Można powiedzieć, że dziś fałszuje się wszystko, bez żadnych wyjątków. Nie ma rzeczy niemożliwych do sfałszowania, podobnie jak nie ma falsyfikatów, których nie można by komuś sprzedać. Nie ma muzeum lub kolekcji, które by się ustrzegły, jeżeli nie od nabycia, to przynajmniej posiadania falsyfikatu.

Falsyfikaty mają długą historię. Pojawiły się wraz z powstaniem pierwszych kolekcji i rozwojem handlu dziełami sztuki. Ludzie zamożni od wieków otaczali się pięknymi przedmiotami, gromadzili obrazy, porcelanę, kosztowną biżuterię. Greckie rzeźby zbierali już bogaci Rzymianie. Im więcej było kolekcjonerów, tym droższe stawały się płótna czy rzeźby wielkich artystów, a oryginał jest tylko jeden. Falsyfikaty osiągają więc niejednokrotnie cenę oryginału. Zarówno kopie, jak i falsyfikaty mogą mieć duże walory artystyczne i wówczas prawie niemożliwe jest odróżnienie ich od pierwotnego obrazu, rysunku czy posągu. Sfałszowane dzieło może zachwycać nas tak samo jak doskonały oryginał, może wzbudzać równie wielkie emocje i podziw. Jak w tej szesnastowiecznej historii.

Otóż jeden z książąt z rodu Gonzagów w czasie wizyty w pałacu Medyceuszy we Florencji zachwycił się portretem papieża Leona X, autorstwa wielkiego malarza włoskiego renesansu Rafaela. Gospodarz pałacu Ottaviano de Medici podarował płótno księciu i obiecał, że prześle je wkrótce do jego posiadłości. Jednak Medyceuszowi żal było rozstać się z dziełem Rafaela. Zlecił więc innemu wielkiemu malarzowi tej epoki Andrei del Sarto, by zrobił kopię portretu. Artysta wywiązał się z zadania tak, że nie można było odróżnić jego pracy od oryginału. Książę dostał sfałszowany portret, a był pewien, że ma jedyny jego egzemplarz. Gdy po pewnym czasie dowiedział się o oszustwie, stwierdził, że płótno to ceni na równi z dziełem Rafaela, a nawet bardziej, skoro malarz potrafił z takim talentem oddać styl innego artysty. Obecnie oba obrazy znajdują się we włoskich muzeach i jeszcze nie tak dawno trwały spory, który z nich jest autentyczny.

Przypuszczalnie pierwszy Leonardo da Vinci wkroczył na nową drogę zarówno, jeśli chodzi o krytykę, jak i obserwację. W swoim traktacie o malarstwie stwierdza, że w malarstwie nie ma kopii równej oryginałowi, nie ma niezliczonego potomstwa jak w dziełach drukowanych. Dzieło malarskie sławi tylko swego twórcę, dlatego jest cenne i jedyne. Dawna postawa, zgodnie z którą nie tylko aprobowano, ale nawet podziwiano naśladownictwo przetrwała oczywiście, jeszcze długo po Leonardzie. Bardzo prawdopodobne, że pozbawieni inwencji artyści naśladowali cudze wzory nawet i wówczas, gdy pojęcie naśladownictwa – w dzisiejszym znaczeniu – utożsamiło się z pojęciem fałszerstwa.

Historyk profesor Karol Estreicher powiadał: „z estetycznego punktu widzenia falsyfikat nie istnieje”. Z prostego powodu: każdy bowiem falsyfikat może być dziełem sztuki, i to niekiedy doskonalszym niż oryginał.

Kopie dzieł nie są, na przykład, falsyfikatami, ale w każdej chwili mogą się nimi stać. Należałoby zadać pytanie, czy kopia celowo zmieniona na falsyfikat imitujący epokę, styl, artystę jest dziełem sztuki? Musimy dać tu odpowiedź twierdzącą, fałszerz zaś jest artystą, i na to nie ma rady. Oddziaływanie artystyczne falsyfikatu może być równie skuteczne, jak oryginału. Podobnie, jak ocena każdego dzieła sztuki, tak i falsyfikatu, kopii, naśladownictwa lub rekonstrukcji – to odczucia i sądy zależne od naszego ustosunkowania się do obiektu, od naszej wiedzy, od naszego postępowania.

Kopie, w których dokładnie odtwarzano oryginalne dzieła, istniały w sztuce od wieków. Rzymianie, którzy uważali sztukę Grecji za niedościgniony ideał piękna i wzór dla własnej twórczości, nie tylko sprowadzali dzieła greckie, lecz zajmowali się także ich kopiowaniem. Rzeźbiarze rzymscy nazywani są często właśnie kopistami. Dzięki nim wiemy, jak wyglądały posągi greckich mistrzów, których oryginały zaginęły lub uległy zniszczeniu. Na przykład rzeźby Polikleta: posąg mężczyzny czy Doryforos, znane są tylko dzięki kopiom.

fałszerstwa dzieł malarskich

Równie długą historię mają falsyfikaty. Metoda pracy w obydwu przypadkach jest taka sama i polega na odwzorowaniu oryginalnego, istniejącego dzieła sztuki. Jaka jest więc między nimi różnica? Odróżnia je przede wszystkim cel, dla którego zostały wykonane. W przypadku kopii wiadomo, że jest tylko imitacją, i tak zostaje oznaczona. Jednak łatwo może stać się falsyfikatem. Wystarczy podpisać ją nazwiskiem twórcy odtwarzanego dzieła i przedstawić jako oryginał. Wtedy mamy do czynienia z fałszerstwem. Należałoby zrobić też uwagę, że istnienie kopii wielu sławnych oryginałów jest pożądane. Pozwala bowiem na rozpropagowanie pierwowzoru wśród szerokiego kręgu odbiorców. Ale kopię od fałszerstwa dzieli tylko krok, i to dodatkowo komplikuje całą sprawę.

Miarą oceny fałszerza powinny być motywy jego działania. One przecież kształtują sądy w kręgu ludzkich spraw. Szeroko rozpowszechniony jest pogląd jakoby wszyscy fałszerze działali z chęci zysku. Statystycznie jest to może słuszne. Chociaż właśnie w szczególnie głośnych przypadkach dochodziły do głosu zupełnie inne motywy. Niejeden prawdziwy artysta, uważając, że jest nie doceniany, zaczynał tworzyć w „manierze” wielkich mistrzów dawnych epok. Fałszerz dużej klasy stoi znacznie wyżej od oszustów zajmujących się handlem antykami. Jest prawdziwym artystą – w duchu i rzemiośle swej sztuki.

Fałszerzem w sztuce wcale nie musi być twórca dzieła. Niejednokrotnie więc współczesny artysta tworzy własne prace w stylu i technice minionej epoki, wielkiego rzeźbiarza, malarza itp., nie mając najmniejszego zamiaru przypisywania dziełu czyjegoś autorstwa. Zdarza się natomiast, że nabywca tego obiektu, mając pełną świadomość co do pochodzenia obiektu – na przykład antykwariusz – wprowadza je do obrotu handlowego pod hasłem autentyku. Twórca nie wie, że jego dzieło stało się falsyfikatem. Fałszerzem będzie w tym przypadku pośrednik.

Ciąg dalszy w kolejnym wpisie.